Kategorie: Wszystkie | Historia | Linguae | Orbis | Polonia | Posnania | Varia
RSS
piątek, 06 grudnia 2013
Post mortem
Im więcej człowiek uczy się historii, tym bardziej przekonuje się, że każda bez wyjątku oficjalna, przedstawiana w szkołach wersja wydarzeń to kłamstwo spreparowane na użytek propagandy.

Gdy media będą opłakiwać nareszcie zmarłego towarzysza Nelsona Mandelę, proponuję (nie po raz pierwszy) przyjrzeć się tym oto tematom:

- Umkhonto we Sizwe
- Church Street bombing
- South African farm attacks

A teraz czekamy na Jaruzelskiego.

wtorek, 17 września 2013
XV Kalendas Octobris
Przetacza się po blogach doroczna, choć tym razem jakby intensywniejsza debata o klęsce wrześniowej (tak, swoją drogą, należałoby ją tytułować, a nie "kampanią" czy "wojną obronną"; może jak się wystarczająco często będzie podkreślać bezsens tamtej porażki, przyszłe pokolenia oficerów Wojska Polskiego wbiją sobie do łbów, że warto czasem koncentrować siły czy myśleć o logistyce. Kutrzeba pisał, że Śmigły-Rydz nie ujawnił dowódcom armij swojego planu strategicznego - czyżby po to, by nie wytknęli mu przypadkiem jego porażającej głupoty?).

Świadczy to przede wszystkim o tym, że nostalgia po II RP, wynikła głównie z tego, co przyszło po niej, przemija. A nie była ona zjawiskiem czysto polskim - tak jak najzjadliwszą chyba satyrę na okupację sowiecką, Zapiski oficera Armii Czerwonej, napisał Białorusin Piasecki, najbardziej idylliczną wizję życia pad pryhniotam panskim przedstawił białoruski Narodny Albom:


poniedziałek, 15 lipca 2013
Aeneis
Czy wiecie, drodzy Czytelnicy, co to takiego Eneida? Otóż Eneida to książka Iwana Kotlarewskiego. "Napisana 150 lat przed rzezią wołyńską", a zatem prawdziwie starożytna.


wtorek, 25 czerwca 2013
Moriturum salutant
W związku ze zbliżającą się śmiercią Nelsona Mandeli, ostatniego laureata Leninowskiej Nagrody Pokoju (którą przyjął w roku 2002), Fakty TVN wspomniały wczoraj, że przyczynił się on do bezkrwawego zakończenia apartheidu. Sama prawda i tylko prawda, kto nie wierzy, może wyszukać na przykład następujące hasła:

- Umkhonto we Sizwe
- Church Street bombing
- South African farm attacks

poniedziałek, 29 kwietnia 2013
Apocalypsis
Armageddon: Niepoprawna historia II wojny światowej Clive'a Pontinga już do kupienia:

Polecam!

poniedziałek, 17 grudnia 2012
De viris, feminis, pathicis, tribadibusque Romae
U Jacka Kobusa pojawiła się w dyskusji wypływająca co jakiś czas przy różnych okazjach, a przy tym niemal powszechnie źle rozumiana kwestia "homoseksualizmu" w świecie klasycznym.

O Grecji wolę się nie wypowiadać, bo to skomplikowana sprawa, ale do Rzymu pojęcie "homoseksualizmu" w ogóle nie przystaje. Rzymianie rozróżniali cztery orientacje seksualne: normalnego mężczyznę, który pedicabat i irrumabat, nie zważając na płeć przedmiotu tych czynności (i nikt nie czynił mu wyrzutu, jeśli nie zważał na wiek), oraz futuebat; normalną kobietę, która pedicabatur, irrumabatur i futuebatur; pogardzanego mężczyznę "zniewieściałego" (mollis, dosłownie "miękki"), który pedicabatur, irrumabatur, a że fututus esse siłą rzeczy nie mógł, odbijał to sobie jako cunnilingus (słowo to oznaczało wykonawcę, nie czynność!); oraz przerażającą, niezrozumiałą trybadę, czyli kobietę, która ani nie pedicabatur, ani nie irrumabatur, ani nie futuebatur, za to czyniła rozmaite bezeceństwa innym kobietom oraz czerpała przyjemność z działalności cunnilingi.

Podział pomiędzy orientacjami akceptowanymi a nieakceptowanymi przebiegał nie według płci, tylko zależnie od tego, kto komu co wkłada; za normalnego mężczyznę uznawany był ten, kto penem suum wkładał w różne narządy innych osób, bez względu na ich płeć, za nienormalnego ten, kto pozwalał innym osobom, bez względu na ich płeć, wkładać swoje organy płciowe do różnych otworów własnego ciała.

Bierze się stąd wiele nieporozumień - nawet znakomity skądinąd Krawczuk bredzi w pewnym momencie, że Cezarowi wypominano "homoseksualne" stosunki z Nikomedesem - i musi zaraz kluczyć, że "homoseksualizm" przyjmował się powoli w Rzymie, ale póki co raził jako zwyczaj grecki. Nic z tych rzeczy: powodem kpin była wyłącznie rola podczas stosunku, a nie sam fakt jego odbycia; z pewnością nikt nie miał o rzeczone wydarzenia pretensyj do Nikomedesa!

sobota, 12 maja 2012
Dies Avi
Najlepsze życzenia dla wszystkich czytelników z okazji dnia Dziadka!


poniedziałek, 12 grudnia 2011
De vivis nil bene
Grecja upadła.
Węgry upadły.
A Jaruzelski żyje.





piątek, 09 września 2011
De bello ignoto
Jakoś tak się złożyło, że nie wspomniałem tu dotąd o nowej książce w moim przekładzie: Nieznanej wojnie. Hollywood przeciwko Polsce 1939-45, wydanej miesiąc temu przez Fijorr Publishing.

Tymczasem rozgorzał wokół niej - ściślej, wokół wstępu autorstwa pana Michalkiewicza - spór na łamach prasy polskiej i polskojęzycznej. Jeśli kogoś takie sprawy interesują, odsyłam do Najwyższego Czasu.

wtorek, 02 sierpnia 2011
E pluribus unum
Nagle Powstanie Warszawskie stało się ważnym tematem bieżącym. Zostawmy na razie rozważania strategiczno-polityczne o tym, czy należało walczyć (i z kim, gdy okupantów było dwóch). Załóżmy na moment, że na tym poziomie podjęta decyzja była słuszna bądź nieunikniona (oba te stanowiska przewijają się w dyskusjach). Rozważmy - pomijaną na ogół - kwestię realizacji. Jeżeli już trzeba było walczyć - to jak?

Powstańcy stanowili niewątpliwie słabszą stronę, ale przecież całkowicie bezsilni nie byli. Około trzech tysięcy w miarę przyzwoicie uzbrojonych ludzi - plus dziesięć razy tyle z granatem bądź koktajlem Mołotowa - mogło zdziałać wiele. Uzyskanie lokalnej przewagi w kilku najważniejszych miejscach miasta (to znaczy, biorąc pod uwagę sytuację logistyczną: tam, gdzie można było zdobyć broń i zaopatrzenie) przy takiej liczebności wydaje się zadaniem wręcz łatwym. Dowódcy naprawdę się postarali, by ponieść w pierwszym dniu taktyczną porażkę.

Jak tego dokonali? Przyjrzyjmy się wydarzeniom pierwszego sierpnia. Rzuca się w oczy jednoczesne rozpoczęcie walki na obu brzegach Wisły. Zapewne nie dało się przeprowadzić koncentracji na lewym brzegu przed rozpoczęciem powstania. Oddziały z Pragi musiały zatem przebić się niezwłocznie po godzinie W. Oczywiście konieczny był do tego atak na któryś z mostów.

Powstańcy tymczasem zaatakowali dwa mosty. Łatwo się domyślić (jak to się skończy, było dla mnie jasne już na odprawie, powiedział dowódca jednego z biorących udział w natarciu plutonów), że nie opanowali żadnego. Bardzo możliwe, że atak na pojedyńczy most tymi samymi siłami powiódłby się. Ale dowódcy uznali, że koniecznie potrzebują dwóch przepraw. Po co? Czy mieli pod ręką jakąś dywizję pancerną i troszczyli się o jej sprawny przerzut przez Wisłę? Tak oto jeszcze przed wybuchem powstania zagwarantowali sobie klęskę na Pradze.

Zadziwiające, że po kampanii wrześniowej polscy oficerowie nie przyswoili sobie prostej zasady: będąc słabszym, nie można podejmować walki wszędzie naraz. Może od początku powstanie skazane było na klęskę ze względów strategicznych; trudno jednak uznać to za usprawiedliwienie zwykłej niekompetencji.

 
1 , 2 , 3
[Most Recent Quotes from www.kitco.com]

[Most Recent Quotes from www.kitco.com]



Blogi Polityczne